05 Erotyczna historia: Niedziela była dla mnie
Emma była singielką od półtora roku. W tę niedzielę wyczyściła kalendarz, zasunęła zasłony i w końcu otworzyła paczkę, która od dwóch dni leżała na kuchennym blacie. To, co wydarzyło się później, było najszczerszym porankiem, jaki miała od bardzo dawna.
[Niedzielny poranek, tylko ja]
Specjalnie wyczyściłam sobie niedzielę. Żadnych brunchy. Żadnych znajomych znajomych. Żadnych maili. Paczka przyszła w piątek, a ja położyłam ją na kuchennym blacie i przez dwa dni pozwalałam sobie na nią patrzeć, zanim ją otworzyłam. Chciałam tego czekania. Chciałam tego pragnienia.
Zrobiłam kawę o dziesiątej. Wypiłam ją w łóżku. Nie ubrałam się.
Byłam singielką od półtora roku. Przez pierwsze kilka miesięcy po tym, jak odszedł, traktowałam własne ciało jak obcą osobę, której nie do końca ufałam. Potem przyjaciółka powiedziała coś podczas brunchu i wciąż o tym myślę — Emma, ty ciągle czekasz, aż ktoś wróci i powie ci, że możesz. Wróciłam tamtego wieczoru do domu, usiadłam na podłodze w kuchni i płakałam przez godzinę. A potem zamówiłam zabawkę.
Przeglądanie zajęło mi trzy tygodnie. Czytałam opinie. Porównywałam. Otworzyłam laptopa w wannie, z kieliszkiem wina, kliknęłam dodaj do koszyka i poczułam — jakie to było słowo — bunt. Jakbym robiła dla siebie coś, o czym nikt inny w moim życiu nie musiał wiedzieć.
W niedzielny poranek w końcu otworzyłam pudełko.
Mały ssący stymulator łechtaczki był mniejszy, niż sobie wyobrażałam. Matowe różowe złoto. Gładki w dłoni. Był tam kabel do ładowania, mała karta z instrukcją, którą przeczytałam dwa razy, i aksamitny woreczek, o którym wszyscy pisali w recenzjach. Bałam się, że będzie wyglądać klinicznie. Nie wyglądał. Wyglądał jak coś, co kupiłam sobie sama.
Najpierw wzięłam prysznic. Ogoliłam nogi, bo miałam na to ochotę, nie dlatego, że ktoś miał sprawdzać. Wtarłam olejek w ramiona i uda. Zapaliłam świecę na stoliku nocnym, tę, którą zwykle zostawiałam dla gości. Dziś nie było żadnych gości.
Położyłam się na kołdrze, w miękkim szarym świetle wpadającym przez zasłony, i najpierw pozwoliłam ruszyć się własnym dłoniom. Dotknęłam brzucha. Dotknęłam piersi, powolnymi kręgami wokół sutków, aż stwardniały pod moimi palcami, a ja poczułam, jak moje biodra same przesuwają się po łóżku.
Zamknęłam oczy.
Pozwoliłam sobie wyobrażać — nic konkretnego. Usta na szyi. Dłoń po wewnętrznej stronie uda. Kogoś powolnego. Kogoś, komu się nie spieszy. Myślałam o ciele przykrywającym moje i o ciele leżącym obok mojego, i o tym, że jestem sama w hotelowym pokoju z odsłoniętymi zasłonami. Pozwoliłam obrazom robić to, co chciały.
Moja dłoń zsunęła się między nogi.
Byłam już mokra. Nie całkiem przemoczona — śliska, miękka, z tą pierwszą ciepłą wilgocią, kiedy ciało zaczyna przed tobą. Dotknęłam łechtaczki lekko dwoma palcami, powolnymi kółkami, a oddech uciekł ze mnie w małym dźwięku, który mnie zaskoczył.
Kazałam sobie czekać. Kazałam sobie zwolnić. Opuszkami palców obrysowałam własne wargi, tak jak chciałabym, żeby zrobił to ktoś inny. Wsunęłam w siebie jeden palec i lekko go zgięłam. Moje biodra uniosły się z łóżka.
Wtedy sięgnęłam po stymulator.
Ładowałam go przez dwie godziny poprzedniego wieczoru. Włączyłam go. Pomruk był niski — nie brzęczący. Miękki. Prawie jak oddech.
Rozchyliłam wargi dwoma palcami i delikatnie przyłożyłam go do łechtaczki. Ssanie złapało — miękkie, rytmiczne, raczej ciągnące niż wibrujące. Oddech zatrzymał mi się na pół sekundy.
„Och.”
Powiedziałam to na głos. Do nikogo. Do siebie.
Pierwszy puls był niższy, niż się spodziewałam. Jak powolne bicie serca przy najwrażliwszej części mnie. Nie ruszałam się. Pozwoliłam mu mnie odnaleźć. Przy trzecim albo czwartym pulsie moje biodra znów się unosiły, wolna dłoń powędrowała do mojej piersi, a ja już oddychałam szybko.
Przełączyłam go o jeden poziom wyżej. Potem o kolejny.
Puls stał się głębszy. Czułam go od łechtaczki aż po brzuch. Wydałam z siebie dźwięk, którego nie wydałam przy nikim od lat, niski, drżący i całkowicie mój.
Chciałam dojść szybko. Kazałam sobie zwolnić. Cofnęłam poziom. Odsunęłam stymulator na moment, przesunęłam palce przez własną wilgoć, wsunęłam je w siebie i przyłożyłam go z powrotem. Chłodny silikon przy łechtaczce po moich ciepłych palcach — sapnęłam. Nogi mi zadrżały.
Pomyślałam o wszystkich razach, kiedy czekałam, aż ktoś inny to znajdzie. Pomyślałam o tym, jak długo zajęło mi przestać czekać.
Znowu podniosłam poziom. Pozwoliłam mu działać. Wsunęłam w siebie dwa palce i zgięłam je tam, gdzie potrzebowałam. Poczułam, jak drugi puls podnosi się z mojego ciała jak fala, powoli, potem szybciej, a potem nie było już żadnego powoli.
Doszłam z własnym imieniem na języku. Nie z czyimś.
Leżałam potem z zabawką wciąż cicho mruczącą w dłoni. Wyłączyłam ją. Moja dłoń opadła na brzuch. Oddech zwolnił. Świeca nadal paliła się na stoliku nocnym. Kawa na podłodze była zimna.
Czułam się — dobrze. Nie tak dobrze, jak wtedy, gdy ktoś inny coś dla ciebie zrobił i jesteś mu winna uśmiech. Tak dobrze, jak wtedy, gdy właśnie odbyłaś ze sobą długą, szczerą rozmowę i spodobało ci się to, co usłyszałaś.
Przeciągnęłam się. Przewróciłam na bok. Naciągnęłam na siebie kołdrę.
Pomyślałam, żeby do kogoś napisać. Nie napisałam.
Niedziela była dla mnie.
Następną niedzielę też już sobie obiecałam.
Chcesz niedzieli takiej jak Emma? Odkryj nasze Wibratory łechtaczkowe → — miękkie ssanie, bezpieczny dla ciała silikon i projekt stworzony dla powolnej przyjemności.
Sara i Tom w końcu zamówili zabawkę, z której żartowali przez cały rok. Kiedy paczka wylądowała na kuchennym stole, żadne z nich do końca nie wiedziało, co z nią zrobić. Zrobili więc jedyną rozsądną rzecz: zabrali ją na górę.
W piątkowy wieczór Sara i Tom po raz pierwszy od dwóch miesięcy mieli dom tylko dla siebie. Dzieci nocowały u znajomych. On wrócił z miasta z małą brązową butelką w kieszeni płaszcza i dyskretnym planem na wieczór.
Sara i Tom rozmawiali o tym od miesięcy — jak wyglądałaby zabawa w kontrolę, choć raz, tylko po to, żeby sprawdzić. W sobotnie popołudnie spisali zasady przy kuchennym stole. On miał czekać w pokoju gościnnym o dziewiątej.
Peter jest w trasie od trzech lat. Większość hotelowych nocy zlewa się ze sobą — laptop na łóżku, kolacja z baru w lobby, wczesny lot. Dziś wieczorem rozsuwa mały skórzany woreczek, który teraz zabiera ze sobą w podróż. Whiskey jest mała. Widok całkiem niezły. Wieczór należy do niego.
