06 Erotyczna historia: Pokój 412
Peter jest w trasie od trzech lat. Większość hotelowych nocy zlewa się ze sobą — laptop na łóżku, kolacja z baru w lobby, wczesny lot. Dziś wieczorem rozsuwa mały skórzany woreczek, który teraz zabiera ze sobą w podróż. Whiskey jest mała. Widok całkiem niezły. Wieczór należy do niego.
[Środa w mieście, które nie jest moje]
Samolot ląduje o czwartej. O szóstej jestem już w pokoju 412 hotelu, którego nazwy za miesiąc nie będę pamiętał. Łóżko jest za duże dla jednej osoby. Z okna widać rzekę i powolny sznur świateł samochodów przejeżdżających przez most. Otwieram minibar, znajduję małą whiskey i nalewam ją, bo mogę.
Robię to od trzech lat. Loty. Hotele. Kolacje z klientami, na których śmiejesz się z rzeczy, które wcale nie są śmieszne. Jestem w tym dobry. Jestem też tym zmęczony.
Rzucam torbę na łóżko. Zdejmuję krawat. Rozpinam górny guzik koszuli. Siadam przy małym biurku pod oknem, z whiskey w jednej ręce, i przez dziesięć minut przewijam telefon tak, jak się to robi, kiedy tak naprawdę nie chce się z nikim rozmawiać.
Hotelowe WiFi działa. Moja była jest zaręczona. Widzę to na Instagramie. Nie czuję nic szczególnego. Zamykam aplikację.
Biorę długi prysznic. Ciśnienie jest dobre — jedyna rzecz, która w takim hotelu bywa niezawodnie dobra. Stoję pod wodą dłużej, niż muszę. Myślę o niej, o mojej byłej, a potem przestaję o niej myśleć, bo to droga, którą dziś wieczorem nie muszę iść.
Myślę o kobiecie siedzącej dwa miejsca dalej w samolocie, tej z książką. Myślę o jej dłoni na stronie. Myślę o tym, jak upinała włosy i rozpuszczała je dwa razy podczas tego samego lotu. Pozwalam sobie.
Kiedy wychodzę z łazienki, jestem już na wpół twardy.
Siadam na brzegu łóżka, tylko w ręczniku. Patrzę na torbę stojącą na krześle. W wewnętrznej kieszeni jest mały skórzany woreczek, który teraz podróżuje ze mną wszędzie, tak jak inni mężczyźni podróżują z maszynką do golenia. Kupiłem go rok temu. Przestałem czuć się z tym dziwnie.
Rozsuwam zamek.
Masturbator w środku jest ciemnoszary, z miękkiego silikonu w środku i twardszy na zewnątrz. Kształt nie ma znaczenia — tuleja, tyle. Nie chodzi o to, jak wygląda. Chodzi o to, jakie daje uczucie. Kupiłem go po przeczytaniu trzech opinii od mężczyzn starszych ode mnie, którzy opisywali to jako pierwszy raz, kiedy naprawdę zwolnili sami ze sobą. Przez lata się spieszyłem, nawet nie wiedząc, że się spieszę.
Wyjmuję go. Biorę też małą butelkę lubrykantu na bazie wody. Wracam do łóżka i opieram się o zagłówek. Zostawiam zapaloną lampkę, nie górne światło — tylko tę ciepłą przy łóżku.
Zdejmuję ręcznik.
Nalewam trochę lubrykantu na dłoń i rozgrzewam go między rękami. Potem biorę penisa w dłoń — już na wpół twardego, teraz śliskiego — i poruszam pięścią powoli. Długie, spokojne ruchy. Zamykam oczy.
Myślę o kobiecie z samolotu. Pozwalam jej mieć imię. Pozwalam jej być w tym pokoju. Wyobrażam sobie, jak jej dłoń mogłaby czuć się na mnie, najpierw niepewnie, potem już nie.
Mój oddech staje się dłuższy. Penis wypełnia mi dłoń. Nadal poruszam się powoli.
Po minucie albo dwóch sięgam po tuleję. Dodaję jeszcze trochę lubrykantu. Wsuwam się w nią powoli — silikon ustępuje, potem obejmuje, a faktura w środku zahacza o mnie w sposób, którego moja własna dłoń nie potrafi odtworzyć. Wydaję dźwięk na głos w pustym pokoju i wcale mnie to nie obchodzi.
„Kurwa.”
Poruszam nią powoli. Nie zaciskam zbyt mocno. Pozwalam, żeby rytm sam się odnalazł. Odchylam głowę na zagłówek i myślę o niej — nie o mojej byłej, nie o nikim prawdziwym, tylko o niej, wyobrażonej kobiecie, z otwartymi ustami, zamkniętymi oczami, z cichymi dźwiękami, które mogłaby wydawać.
Szybko dochodzę do granicy. Wtedy przestaję. Odsuwam dłoń. Pozwalam sobie oddychać.
Robię tak trzy razy. Za każdym razem pozwalam sobie podejść bliżej niż poprzednio. Za trzecim razem drżę. Jestem tak twardy, że prawie boli. Pocę się w chłodnym hotelowym powietrzu.
Myślę o kobiecie z samolotu, jak wsuwa się do pokoju. Myślę o tym, jak siada na brzegu łóżka naprzeciwko mnie, patrzy i mówi, żebym nie przestawał.
To właśnie mnie przełamuje.
Tym razem pozwalam sobie dojść do końca. Tuleja obejmuje mnie ciasno. Moja dłoń obejmuje tuleję. Biodra unoszą się w nią tak, jak uniosłyby się w drugą osobę. Wydaję dźwięki, których od dawna nie słyszałem z własnych ust. Fantazja staje się ostrzejsza, bardziej konkretna — jej dłoń na własnym udzie, jej wzrok na mnie, jej oddech urywający się w rytmie mojego.
Dochodzę mocno. Długo. Czuję to w klatce piersiowej. Jęczę w pusty hotelowy pokój, a ten dźwięk jest najgłośniejszą rzeczą w całym mieście.
Przez długą minutę się nie ruszam. Tuleja wciąż jest wokół mnie. Oddech zwalnia. Gdzieś na moście za oknem odzywa się klakson samochodu.
Sprzątam po sobie. Płuczę tuleję w umywalce ciepłą wodą i małą butelką środka do czyszczenia zabawek, którą zawsze pakuję. Kładę ją na ręczniku, żeby wyschła. Wycieram się. Wracam do łóżka.
Śpię dziesięć godzin.
Spotkanie rano idzie dobrze. Nie myślę już o kobiecie z samolotu. Myślę o powrocie do domu.
Ale następnym razem, gdy zamelduję się w hotelu — za trzy tygodnie, w innym mieście — zabiorę woreczek. I nie będę się spieszył.
Właśnie o tej części nikt mi wcześniej nie powiedział. O braniu czasu dla siebie. O tym, żeby przestać się spieszyć. O byciu w trasie i mimo to, raz na jakiś czas, poznawaniu siebie od nowa.
Gotowe do podróży i stworzone na powolne noce? Odkryj nasze Masturbatory → — dyskretne, bezpieczne dla ciała i zaprojektowane dla mężczyzn, którzy przestali się spieszyć.
Sara i Tom w końcu zamówili zabawkę, z której żartowali przez cały rok. Kiedy paczka wylądowała na kuchennym stole, żadne z nich do końca nie wiedziało, co z nią zrobić. Zrobili więc jedyną rozsądną rzecz: zabrali ją na górę.
W piątkowy wieczór Sara i Tom po raz pierwszy od dwóch miesięcy mieli dom tylko dla siebie. Dzieci nocowały u znajomych. On wrócił z miasta z małą brązową butelką w kieszeni płaszcza i dyskretnym planem na wieczór.
Sara i Tom rozmawiali o tym od miesięcy — jak wyglądałaby zabawa w kontrolę, choć raz, tylko po to, żeby sprawdzić. W sobotnie popołudnie spisali zasady przy kuchennym stole. On miał czekać w pokoju gościnnym o dziewiątej.
Emma była singielką od półtora roku. W tę niedzielę wyczyściła kalendarz, zasunęła zasłony i w końcu otworzyła paczkę, która od dwóch dni leżała na kuchennym blacie. To, co wydarzyło się później, było najszczerszym porankiem, jaki miała od bardzo dawna.
